Odcinek 2 – ‚początek’ 1


 

Już kilka miesięcy przed tą rozmową, Zbyszek przeczuwał, że nie „będzie łatwo”. Nadchodziły zmiany. Wszyscy trwali w zawieszeniu.

– Co o tym myślisz?

– Sam nie wiem, ale czuję, że pogrywają sobie z nami.

– No tak, a widziałeś jakie samochody mamy dostać?

– Czerwone! ha ha ha!

Ale Zbyszkowi nie było do śmiechu. Było raczej straszno niż śmiesznie. Czuł się sponiewierany, miał wątpliwości co będzie z „kasą”. Strach przed „podstępem” ostatecznie jednak przeważył. Podjął decyzję, że to koniec. Może po kilkunastu latach pracy w jednej firmie przyszedł czas na zmianę? Cokolwiek go miało czekać, wierzył, że trzeba próbować „iść do przodu”. Kilka miesięcy wypowiedzenia, wydawało się wystarczającym czasem na poukładanie wszystkiego. Pieniądze za ten czas powinny wystarczyć. Gdyby jednak coś poszło nie tak, Zbyszek wiedział o możliwości starania się o świadczenie wyrównawcze.

Pomyślał „raz kozie śmierć!”, wziął telefon i zadzwonił do Oddziału.

– Nie jadę jutro do Warszawy.

– Żartujesz?

– Nie. Taka jest moja ostateczna decyzja. Nie chcę być traktowany jak gówniarz. Tak naprawdę nie dostałem odpowiedzi na żadne z moich pytań o…

– Mam nadzieję, że wiesz co robisz. Pamiętaj, że warunki jakie dostałeś to dobra propozycja. Jedna z najlepszych w Polsce.

– Ale nie zagwarantujesz chyba, że za kilka miesięcy firma ich nie zmieni albo zwolni część ludzi, ot tak z dnia na dzień?

– No nie. To prawda. Jadę na tym samym wózku. Za pół roku, może za rok mnie też pewnie podziękują, więc żadnej pewności nie mamy.

Kilka dni później na biurku Zbyszka wylądowało wypowiedzenie. Wydawało się, że przygoda z Generali dobiegła końca. Tak jednak nie było. Kilka dni po terminie, w którym na konto miały wpłynąć pieniądze, Zbyszek dowiedział się, że „to nie takie proste”.

– Może wypłacimy ci jakąś kasę, ale wpierw musisz nam podpisać zobowiązanie, że  zrzekasz się wszelkich roszczeń od Generali.

– Że co!? Przecież wiesz, że pieniądze za okres wypowiedzenia mi się należą i…

– No nie. To, że firma zadeklarowała rozliczenie wypowiedzenia to nie jest nasz obowiązek, tylko nasza łaskawość, ale…

– Nie będę nic podpisywał. A co do kwoty, wiesz jak…

– Ja nic nie wiem. Ty wybierasz: albo papier, albo nie rozmawiamy.

Cały „misterny plan” Zbyszka runął w jednej chwili. Kolejne maile i telefony pozostawały albo bez odpowiedzi, albo przesuwały decyzję na później. Cały czas warunkiem wypłaty pozostawało podpisanie „porozumienia”, a wyliczenia oczekiwanej kwoty były ignorowane. Zbyszek wiedział, że firma może potraktować jego upór jako zagrożenie, ale to on pogrążał się z dnia na dzień coraz bardziej. Nie chciał jednak ulegać, bowiem zaprzyjaźniony prawnik upewnił go, że racja, co do oczekiwań dotyczących wypłaty, jest po jego stronie.

Światełko w tunelu pokazało się tuż przed świętami, kiedy w kolejnej rozmowie usłyszał:

– Nic nie rozumiem z twoich wyliczeń. Ty mówisz jedno, a księgowość co innego. Umówmy się inaczej. Podaj kwotę za jaką podpiszesz.

– Tak z głowy?

– Tak

– Ale ja nie chcę niczego podpisywać, szczególnie za takie śmieszne pieniądze jakie proponujecie!

– Podaj po prostu kwotę. Nie mówię, że się od razu zgodzimy, ale przemyślimy…

– Czy ja dobrze rozumiem? To ma być cena za…

– Tak.

– Nawet wyższa od moich wyliczeń, bylebym podpisał?

– Nie mówię „nie”

Coroczne lampki na choince i sztuczne ognie za oknami, tym razem były dla Zbyszka mniej beztroskie. Przez cały ten czas, gdzieś obok, było pytanie „jak postąpić” co zrobić? Gdzie jest granica między rozsądkiem i zuchwałością? W którym momencie trzeba odpuścić i zrezygnować z „zabezpieczenia na przyszłość” w postaci świadczenia wyrównawczego? Ostatecznie Zbyszek kilka dni po Nowym Roku postanowił pogodzić ze sobą swoje „waleczne ja” i „zdrowy rozsądek” podając „swoją cenę” za podpisanie zobowiązania. Był pewien, że czeka go jeszcze okres targowania, ale miał nadzieję, że dzięki temu wszystko szybciej będzie zmierzać do jakiegoś „finansowego finału”.

– Przy takiej kwocie musimy to skonsultować. Daj nam jeszcze kilka dni. Dziś nie możemy nic przesądzić.

Żadnych pertraktacji? Żadnego negocjowania? Zbyszek był trochę zdziwiony i zaniepokojony. Co robić? Czekać cierpliwie? Ostatecznie pomyślał: „Poczekałem dwa miesiące poczekam, jeszcze kilka dni”.

Za oknem zimowa, nocna cisza. Wszyscy śpią. Jedynie skrzący się na śniegu mróz i włączony komputer zdają się towarzyszyć Zbyszkowi. Jest parę minut po północy, czas więc na odpoczynek. Nagle jakiś ledwo słyszalny hałas, może nieodgadniona myśl, powoduje Zbyszkiem aby jeszcze kliknąć… Minutę później Zbyszek ubiera kurtkę i wychodzi na zewnątrz. To co zobaczył przed chwilą na ekranie komputera, rozbrzmiało w jego głowie wstępem do V Symfonii Beethovena. Właśnie przed chwilą przeczytał, że jeszcze przez ponad miesiąc, do końca trwania wypowiedzenia może bezpiecznie podpisać zrzeczenie się świadczenia wyrównawczego. Że takie „porozumienie” podpisane w trakcie trwania umowy nie będzie ważne. Czarno na białym. Jak to możliwe!? Takie przeoczenie!? Szok!

Dwa dni później sprawdził, że dobrze zrozumiał zapis w kodeksie. Zbyszek znowu poczuł, że teraz jest bliżej wypłaty. Nie musi się sam ze sobą zmagać przy czekających go niechybnie negocjacjach. Pozostanie w zgodzie ze sobą, nawet jeśli zmuszony zostanie do podpisania „paktu” za dużo niższą cenę, niż ta zaproponowana przez niego kilka dni wcześniej.

Do następnej telefonicznej konfrontacji, Zbyszek przystąpił z nadzieją. Niestety już na początku usłyszał, że brak opinii prawnej, że zewnętrzna kancelaria, że brak wiedzy co do kwoty bezspornej i że trzeba czekać. Jeszcze raz bez żadnego targowania się i bez żadnych konkretów. Kiedy Zbyszek odłożył telefon poczuł zawód i opadające emocje. Zapowiadało się na katastrofę. Pozostał tylko akt desperacji….

…dzień później zadzwonił do Darka.

 

 


W następnym odcinku:

…opowiemy jak niespodziewanie skończyła się rozmowa Zbyszka z Darkiem…

 

 

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Odcinek 2 – ‚początek’