Odcinek 3 – ‚cyrograf’


 

Rozmowa z Darkiem zaczęła się fatalnie. To co usłyszał Zbyszek było druzgocące. Miał jednak w zanadrzu jeden drobny atut. Wiedział, że cena za jaką może się „sprzedać” jest niższa od tej, którą wymienił kilka dni temu. Trzeba było tylko zasugerować taką możliwość.

– Jeśli ta kwota jest nie do przyjęcia, to czemu nie próbowaliście negocjować?

– Bo ty i tak nie chcesz niczego podpisać więc…

– Od kiedy Sławek wyraźnie dał do zrozumienia, że kwota ma pochodzić „z głowy” i może być wyższa od tego co mi się należy za wypowiedzenie, przestałem przecież mówić „nie podpiszę”…

– No tak, ale ja dobrze pamiętam taką rozmowę kiedy mówiłeś, że nie zrzeczesz się w przyszłości możliwości skorzystania z tego świadczenia wyrównawczego.

– Tak Darku, ale to było wtedy, kiedy chcieliście mi zapłacić za wypowiedzenie dużo mniej niż połowę…

– Zbyszek powiedz mi  teraz tak: z tego co pamiętam, twoje roszczenie wynikające tylko z okresu wypowiedzenia, to około 40 tysięcy, dobrze pamiętam?

– Tak, niecałe 40 tysięcy…

– Dobra, jeżeli ja bym ci powiedział 55 tysięcy, ty podpisujesz zobowiązanie i zamykamy temat, to jesteś w stanie to zaakceptować?

Zbyszek poczuł „wróbla w garści”! Pamiętając to co „odkrył” kilka dni temu w internecie, chciał krzyknąć: „wszystko wam podpiszę!”. Nie chciał wzbudzać jednak podejrzeń dlatego zareagował ostrożnie.

– Oczywiście, że tak. Tylko może nie 55 a 60 tysięcy i macie mój podpis!

– Wiesz oświadczenie, oświadczeniem, ja po prostu nie chcę otwierać, mając 120 managerów czy kilkudziesięciu dzisiaj już zwolnionych, dróg sądowych o świadczenie wyrównawcze. Pracowałeś wiele lat w tej firmie…

– Tak, kilkanaście…

– Zróbmy więc tak, ja pójdę do prezesa i powiem, że wymyśliłem zakończenie tego sporu bo facet na to zasługuje, a ja nie będę się pierdolił z jakimiś kancelariami. Zaproponuję mu 60 tysięcy, jeżeli mi się nie zgodzi to powiem, że 55 to jest minimum i zamkniemy sprawę w ciągu kilku dni. Czy dla Ciebie to jest dobra propozycja?

– Dobra. Ja też chcę to zamknąć bo za dużo czasu poświęcam na to żeby się rozliczyć z firmą Generali.

– Gdybyśmy wcześniej siedli i pogadali można było to szybciej domknąć…

Zbyszek skończył rozmowę z mieszanymi uczuciami. To był prawdziwy rollercoaster – pomyślał. Po fatalnym początku, udało się uspokoić wzburzony nurt i wszystko wydawało się być na dobrej drodze. Ostatecznie Darek okazał się mniej nieprzejednany niż można było podejrzewać kilka minut wcześniej. Po krótkiej chwili oddzwonił z akceptacją i deklaracją wypłaty 57 tysięcy. Nie chciał jednak ujawniać treści porozumienia, dlatego wysłał do rodzinnego miasta Zbyszka „swojego emisariusza”. Do spotkania doszło w jednej z osiedlowych pizzerii. Zbyszek nie był pewien czy to co wyłożył na stół Sławek nie będzie zaskoczeniem. Na szczęście dokument przygotowany przez Generali nie zawierał żadnych nieprzewidzianych pułapek i kiedy Sławek kończył swoją pizzę, Zbyszek, odsunąwszy majonez i ketchup, podpisał „cyrograf”.

Zmierzchało już kiedy obaj wychodzili z lokalu…

Kilka dni później definitywnie skończyła się ta część zmagań Zbyszka. Pieniądze zgodnie z deklaracją trafiły na konto. Emocje nieco opadły, pozostały jednak wypowiedziane słowa i przekonanie, że nie wszystko było „w porządku”. Z każdym następnym dniem w Zbyszku narastało przekonanie, że tak jak wiele innych osób został „wypluty” przez korporację. Tyle tylko, że w jego wypadku nie dał się „odprawić z kwitkiem”. Coraz częściej powracało pytanie czy rzeczywiście tak ma wyglądać ostateczny bilans kilkunastu lat budowania ubezpieczeniowej rzeczywistości dla Generali.

Kiedy Zbyszek podejmował decyzję o nie skorzystaniu z „oferty” dalszej współpracy, brał pod uwagę możliwość wystąpienia o świadczenie wyrównawcze. Taka perspektywa tylko hipotetycznie pomniejszała bilans strat i pomagała w podjęciu decyzji. Kiedy jednak dowiedział się, że nie tylko w jego wypadku firma, wszelkimi sposobami, próbowała wyeliminować to zagrożenie, pomyślał: „coś musi być na rzeczy”. „Zrobimy wszystko żebyś..” – przypomniał sobie słowa Darka. Ktoś w Generali ocenił perspektywę masowego wystąpienia o to świadczenie jako realne zagrożenie…  Może więc nadzieja na rzetelne rozliczenie nie jest tylko iluzoryczna? Tak! – pomyślał – warto to rozważyć. Decyzję podjął następnego dnia. Kiedy poczuł ulgę, uświadomił sobie, że „strach firmy” pozwolił mu jedynie lepiej oszacować szansę na wygraną, ale że w gruncie rzeczy chodziło o przekonanie, że „ta zniewaga krwi wymaga!”.

Mógł teraz spokojnie spojrzeć w lustro. Pozostało jedynie wysłanie wezwania do zapłaty.

 

 


W następnym odcinku:

…przeniesiemy się o rok do przodu, kiedy zdarzyło się coś… zupełnie niespodziewanego…

 

 

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *